niedziela, 30 lipca 2017

Recenzja: Księżyc nad przylądkiem

Witajcie w to piękne niedzielne popołudnie :) Dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnej książki wydanej w lipcu, tym razem z Wydawnictwa Dreams. Zapraszam do lektury!




Tytuł: Księżyc nad przylądkiem
Autor: Colleen Coble
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: lipiec 2017
Ilość stron: 400
Ocena: 7,5/10


35-letnia Mallory Davis wiedzie stosunkowo spokojne życie, chociaż samotnie wychowuje nastoletnią córkę i zmaga się z problemami finansowymi. W dniu, kiedy wydaje się, że los w końcu się do niej uśmiechnął, kobieta odbiera bardzo niepokojący telefon od ojca, z którym prawie nie utrzymuje kontaktu. Gdy Mallory dociera do rodzinnej miejscowości okazuje się, że jej ojciec nie żyje, a okoliczności jego śmierci mogą wskazywać na morderstwo. W dodatku przez telefon, tuż przed śmiercią, kazał jej znaleźć matkę, co z pozoru nie ma sensu, bo zginęła ona 15 lat temu. Rozpoczyna się ciąg dziwnych, niepokojących wydarzeń - ktoś ewidentnie czyha na Mallory i jej córkę, doprowadzając do serii niebezpiecznych sytuacji. Kobieta jest jednak zdeterminowana odkryć prawdę o śmierci ojca, w czym pomaga jej dawny narzeczony - Kevin O’Connor. Czy po 15 latach pozostało jeszcze cokolwiek z ich uczucia? I czy Mallory zdoła przeżyć wystarczająco długo, aby to odkryć?

Colleen Coble to bestsellerowa amerykańska pisarka, specjalizująca się w powieściach z pogranicza sensacji i romansu. Nie miałam jeszcze styczności z jej twórczością, ale muszę przyznać, że takie połączenie bardzo przypadło mi do gustu. Czyni ono książkę podwójnie wciągającą, bo nie tylko z wypiekami na twarzy czekamy na rozwiązanie wszystkich zagadek i tajemnic, ale i chcemy dowiedzieć się, jak potoczy się związek dwójki głównych bohaterów.

Narracja w powieści jest trzecioosobowa, ale wydarzenia poznajemy zarówno z perspektywy Mallory, jak i Kevina. Autorka zastosowała też ciekawy zabieg, wprowadzając także narrację z perspektywy prześladowczyni Mallory - Julii, jednocześnie aż do końca trzymając w ukryciu motywy jej postępowania. Prawie od samego początku znamy więc odpowiedź na pytanie: “kto?”, nie wiedząc jednak “dlaczego?”. Mam też dobrą wiadomość dla fanów Denise Hunter - w “Księżycu nad przylądkiem” pojawia się Summer Harbor, a dużą rolę odgrywa szeryf Colton.


Bardzo polubiłam Mallory za jej odwagę, determinację graniczącą z uporem, za jej ciepło i dobroć. Nie jest jednak jednowymiarową postacią, ma też swoje wady i stale musi walczyć z demonami przeszłości - przez ostatnie 15 lat zmagała się z poczuciem winy po śmierci matki, przez co też ucierpiały jej relacje z ojcem. Wiele łączy ją z Kevinem - oboje samotnie wychowują dzieci, a jego rodzice nie są w stanie pogodzić się z tym, że odrzucił ich plany, dotyczące jego przyszłości i postanowił spełniać własne pragnienia. Mallory i Kevin oboje przeszli w życiu wiele od czasów swojego rozstania, ale trudne doświadczenia nie uczyniły ich zgorzkniałymi. Chociaż ich serca nie są wolne od cierpienia, to jednak ciągle jest w nich miejsce na miłość.

Księżyc nad przylądkiem” to przede wszystkim opowieść o drugich szansach, tych od innych ludzi, jak również tych od Boga, o miłości, której nie jest w stanie zaszkodzić nawet wieloletnia rozłąka, a także o przebaczeniu, także tym najtrudniejszym - przebaczeniu samemu sobie. Do tego mamy wciągający wątek kryminalny, świetnych bohaterów i niepowtarzalny klimat nadmorskiego stanu Maine. Ja jestem zdecydowanie na tak i mam nadzieję, że i Wy sięgniecie po tę powieść!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dreams.


2 komentarze:

  1. Już odkąd pokazałaś tę książkę na instagramie, byłam ciekawa co będziesz o niej sądzić, gdy już się z nią zapoznasz. Teraz jestem pewna, że postaram się w najbliższym czasie sięgnąć po "Księżyc nad przylądkiem" i sprawdzić, czy przypadnie mi do gustu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę, że udało mi się Cię zachęcić! :)

      Usuń